HOME

SAMO ŻYCIE
Tacy jesteśmy
INFORMACJE
Bezdzietni przepytani
WASZYM I ICH ZDANIEM
Subiektywny przegląd mediów
NAUKA
Aktywnie i zdrowo
PODRÓŻE
Co tam, panie, w kulturze?
NA DUŻYM EKRANIE
O nas
MĄDRE MYŚLI
Kontakt z redakcją

   

Fotolia_25152408_XS.jpg













Mów mi dinks, część 1

- Czy jesteśmy parą dinks? Nie jestem do końca pewna. Bo co to znaczy? Z gazet wynika, że dinksy to ponad miarę ambitni egoiści na kierowniczych stanowiskach z wysokimi pensjami i ekstra samochodami.

- Czytałam też, że to ludzie nastawieni tylko na siebie, dla którego najważniejsza jest kasa. Ja żyję na przeciętnym poziomie, nie jestem niczyim szefem, nie pnę się po szczeblach kariery w żadnej korporacji, pieniądze nie są dla mnie tak ważne, a też nie chcę mieć dzieci - Ela mówi spokojnie, lecz stanowczo. - I co, jestem dinksem, czy nie?

No właśnie. Słowo dinks, używane w odniesieniu do bezdzietnych małżeństw, to przecież angielski skrót od sformułowania double income - no kids, czyli podwójny dochód - żadnych dzieci, czy też bezdzietne małżeństwo, podwójny dochód, co może sugerować, że tylko miłość do pieniędzy jest powodem decyzji o bezdzietności. W Stanach, gdzie termin powstał, określenie to przylgnęło do amerykańskiego modelu małżeństwa, w którym oboje małżonkowie robią karierę, żyją „bogato” i niczego sobie nie odmawiają oprócz potomstwa. W Polsce natomiast…

Bez luksusu, ale z satysfakcją

- Ja nie żyję w luksusie - mówi Ela (Ela jest dziennikarką, na etacie w ogólnopolskiej gazecie). - Zarabiam trzy tysiące, mąż niewiele więcej - jest kierownikiem działu sprzedaży w małej firmie. Mam mieszkanie, ale na kredyt. Jeżdżę kilkuletnim twingo, Tomek samochodem służbowym. To nic takiego.

- Niektórzy mają mniej… - zauważa Dominika, koleżanka Eli i matka dwójki dzieci.

Ela: - Tak, tak - żyją z zasiłku i rozmnażają się jak króliki. Przepraszam, to chyba niezbyt poprawne politycznie: są biedni, mają pięcioro dzieci i ogrzewają się miłością.

Dominika: - To ironia?

Ela: - To przykład na skrajną nieodpowiedzialność. Tacy ludzie nie myślą, za co te dzieci wychowają, za co wykształcą, jak nakarmią. A nawet więcej - dla wielu kolejne dziecko to źródło dochodu: dodatkowe świadczenie, dodatkowy zasiłek. Dziecko jest po prostu drogą do osiągnięcia korzyści materialnej. Czy takie przedmiotowe traktowanie dziecka jest w porządku?

- Takie sytuacje nie zdarzają się często - Dominika nie daje za wygraną.

Ela uśmiecha się i mówi, że nie jest pewna, czy tak rzadko. Podobnie jak sytuacje, w których dziecko ma być lekarstwem na nieudane małżeństwo, sposobem na przywiązanie do siebie faceta, odskocznią od frustrującej pracy, metodą na nadanie swojemu życiu sensu, zabezpieczeniem na starość. A ona? Ma udane małżeństwo, nie musi go scalać dzieckiem, choć tak na marginesie uważa, że to bzdura, że tak się nie da. Poza tym…

Bunt przeciw stereotypom

- Pracę mam rewelacyjną, nie muszę uciekać w urlop wychowawczy, a tak robią niektóre moje koleżanki - tłumaczy Ela. - Mam też cel, czuję się spełniona, to znaczy ciągle się spełniam. Niektóre moje znajome żyją tylko dla dziecka, a ja codziennie rano wstaje nie dlatego, że muszę zrobić śniadanie do szkoły córeczce, lecz dlatego, że codziennie mam coś nowego do zrobienia. 

A i jeszcze jedno. Ela zna kobietę, która urodziła synka, córkę a później jeszcze jednego synka tylko po to, by facet się z nią ożenił. No i zrobił to, a ona jest ustawiona, bo dziwnym trafem jej obecny mąż jest „forsiasty’.

- Fajnie, że są takie matki, prawda? I jak myślisz, na kogo ludzie będą patrzeć z politowaniem? Na nią, czy na mnie - kobietę bez dziecka? - pyta, a Dominika zastanawia się, czy TA wyrachowana kobieta nie ma szans być dobrą matką.

- Ma, na swój sposób - odpowiada Ela. - Będzie je wychowywała, czuła przywiązanie, bo tak trzeba. Tak zresztą myśli chyba wiele kobiet - posiadanie dziecka traktują jak obowiązek. Bo babcia, mama, sąsiadka ma dziecko, więc ja też muszę, bo prawdziwa rodzina to mama, tato i ono, bo trzeba komuś przekazać swoje geny, bo musi być ciągłość, bo taki jest świat, kobiety muszą rodzić, muszą poświęcać się. Taki jest świat i koniec. Mnie to się nie podoba. Kobieta powinna zostawać matką nie dlatego, że otoczenie od niej tego oczekuje, ale dlatego, że czuje taką potrzebę. Ja nie czuję.

Maluch scala związek? Bzdura!

Eli jest jej dobrze, jak jest. Z Tomkiem, ich pasją do podróżowania i robienia tego, na co akurat ma ochotę. Wyjazd z dnia na dzień na drugi koniec Polski, za granicę? Nie ma problemu. Leżakowanie przez cały weekend z książką w ręku? A dlaczego nie? Nie stać ją na sukienkę, może zaoszczędzić na przykład na jedzeniu (z dzieckiem to by nie przeszło, dziecku musi jeść). Nie chce jej się gotować, zamawiają z Tomkiem pizzę. No i praca. Dyspozycyjność 24 h, bez zwolnień z powodu gorączki syna, bez zrzucania swoich zadań na innych, typu: „Proszę cię, zrób to za mnie, ja muszę iść na wywiadówkę córki”.
- Może to dziwnie zabrzmi - wtrąca nagle Tomasz, który przez cały czas przysłuchiwał się naszej rozmowie. - Ale ja mam wrażenie, że dzięki temu, że nie mamy dziecka, bardziej się kochamy.

- Ale to dziecko podobno scala związek - zauważa wysłannik Zespołu Nokids.pl.

- Tak zwykło się mawiać, ale czy to prawda? Kiedy patrzę na znajomych, którzy mają dzieci, odnoszę wrażenie, że jest wręcz przeciwnie.

- To znaczy? - dopytujemy.

- Skupiają się na dziecku, zapominają o sobie albo po prostu nie mają czasu na adorowanie drugiej połowy. Nie ma już żony i męża, jest tylko mama i tato. Po pewnym czasie oddalają się od siebie, łączy ich tylko dziecko. Mnie taki model rodziny nie odpowiada.   

- Tak może się zdarzyć rzeczywiście, ale też nie musi.

- No tak, nie dowiesz się, póki nie sprawdzisz. Tylko po co? Mnie jest dobrze, tak jak jest. I nie mam zamiaru tego zmieniać tylko dlatego, że wszyscy ode mnie tego oczekują.

- A oczekują?

- W oczach dzietnych jesteśmy nienormalni, traktowani z dystansem. No, bo gdybyśmy nie mogli mieć dzieci – można by nam było współczuć, gdybyśmy opływali w luksusy można było by powiedzieć – to egoiści, materialiści i sprawa byłaby zamknięta.

- To może wygodniccy? 

- Może?

- Lenistwo?  

- Bardziej odwaga. Świadoma rezygnacja z rodzicielstwa nie jest w naszym kraju mile widziana, choć w całej Europie na nikim to już nie robi wrażenia. W Polsce osoba, która ma odwagę powiedzieć: nie chcę być matką, ojcem, wolę poświęcić się pracy, wolę swobodę, nie widzę niczego nadzwyczajnego w posiadaniu dziecka, traktowana jest jak odszczepieniec.

ŹRÓDŁO: Nokids.pl




\
Motto na najbliższe dni 

"Nie praca jest hańbą, ale próżnowanie
."
 

Hezjod


SONDA

Kiedy mówisz dzietnym, że nie masz
z partnerem/ką dzieci, bo nie chcecie
ich mieć, ci albo mówią wam wprost,
albo tak reagują, że możesz być
pewna/y, że myślą o was
co następuje: 


  egoiści
  pasożyty
  ... a na emerytury nie ma, kurcze, komu pracować
  ... i dziwić się, że nasze polskie społeczeństwo tak się starzeje
  liczą się imprezki i wygodne życie?
  jeszcze zmienicie zdanie
  bez dzieci nie ma rodziny
  nie wiecie, co tracicie
  o, nie lubimy mieć zbyt dużo obowiązków, czyż tak?
  kariera ważniejsza jak mniemam?